11.08.2014

Epilog drugiego sezonu






Proszę, jeżeli możesz, przeczytaj notkę pod rozdziałem :)


„Pszczoła umiera, gdy użądli. Człowiek krzywdzi milion razy dziennie i żyje dalej”






Dwa miesiące wolnego, to coś czego teraz nie chciałem. Wolałem skupić się na pracy i przestać myśleć o jakichkolwiek innych rzeczach. Byłem zły na siebie przez to co się stało. Zdawałem sobie sprawę, że postąpiłem okrutni, wobec Rose, wobec Barbary, wobec.. innych. Nie przestaję ranić. To jest jedna z moich uboczności. Jest ich jeszcze dużo, dużo więcej, jednak nie będę otwierał nowego tematu.

Wstałem z łóżka, przeciągnąłem się, zerkając na zegarek na szafce nocnej. Była dziesiąta. Przynajmniej mogę pospać dłużej.

Pościeliłem łóżko, wchodząc do łazienki. Odprawiłem poranną toaletę. Ubrałem się w ciemne rurki, białą, zwykłą koszulkę i trampki. Zszedłem schodami w dół, mijając się z Zayn’em, który posłał mi złowrogie spojrzenie znikając w drzwiach od swojego pokoju. Wzruszyłem ramionami. Wszedłem do kuchni, gdzie zastałem Harry’ego. Popatrzył się na mnie i pokręcił głową. Zdziwiony usiadłem naprzeciwko niego, oczekując dalszej odpowiedzi.

-Co?

-Ja się pytam co.

-Musiałeś ją tu przyprowadzać?- zapytał wyraźnie zniechęcony.

-Wiesz, że zarząd oczekuje tego ode mnie. Nie mogę nic zrobić.

-Nie, gdybyś chciał już dawno byś z nimi porozmawiał. Rzecz w tym, że ty tego nie chcesz. Podoba ci się to, że tu jest, że jest wszędzie, a przede wszystkim z tobą. Niall, zapomniałeś już..

-Wiesz, że zarząd nawet nie chce słuchać o naszym rozstaniu, więc nie mam co próbować. Jeżeli przeszkadza ci jej towarzystwo, zamknę ją u siebie w pokoju, i wypuszczę dopiero wieczorem. Pasuje ci taki układ? Jesteś żałosny. Nie możesz zrozumieć, że ja się w niej zakochałem?

W tym momencie nie wiedziałem co zrobić. Czy te słowa naprawdę wyszły z moich ust? Czy ja naprawdę to powiedziałem? Miałem powiedzieć coś zupełnie innego. Tracę panowanie nad sobą. Czy ja naprawdę się w niej zakochałem.

-Dalej mi wmawiaj, że nic do niej nie czujesz, Niall. To, jest żałosne. Najpierw rozpaczasz po Rose, a teraz masz inną. Gratuluję i życzę szczęścia na nowej drodze.

-Skończ już- warknąłem.

-Dlaczego, co? Mówię tylko prawdę, ty to wiesz i ja to wiem. Nie zaprzeczaj.

-Harry- ponowne warknięcie wydostało się z moich ust.

-Chcesz dalej kłamać, że nic cie z nią nie łączy? Przecież dobrze wiemy, że z nią spałeś.

Nie kontrolowałem się. Wstałem z krzesła chwytając Harry’ego za kołnierz koszuli sprawiając, że wstał. Miałem ochotę mu przyłożyć, tak. I zrobiłbym to teraz. Nawet zrobię. Podniosłem pięść, jednak powstrzymał mnie jeden z najpiękniejszych głosów na świecie. Boże, co ja bredzę?

-Stop! Niall, puść go!- czułem jak ktoś próbuje wyszarpnąć moją dłoń, więc ją puściłem i spojrzałem się na Barbarę.

Oczami Barbary/ Rose

Obudziłam się, nie czując już tego przyjemnego ciepła. Rozejrzałam się po pokoju, jednak zauważyłam jego ubrania. Czyli jest jeszcze gdzieś tutaj. Uśmiechnęłam się lekko i wstałam z łóżka. Ubrałam jego koszulkę, gdyż nie chciało mi się zbytnio stroić. Zeszłam po schodach, idąc w stronę kuchni za niesamowitym zapachem. Oparłam się o framugę i obserwowałam Niall’a, który właśnie wstawał z krzesła, w celu odstawienia talerza do zmywarki. Gdy się odwrócił w końcu mnie zauważył. Wziął talerz z goframi, postawił je na stole odsuwając krzesełko. Skinęłam głową i usiadłam na wyznaczonym miejscu, zaczynając jeść. Przez cały czas czułam na sobie jego palące spojrzenie, co nieco przeszkadzało mi w czynności, którą aktualnie wykonywałam. 

Chciałam coś powiedzieć, ale przerwał mi dzwonek, bodajże telefonu. Niall zerwał się z siedzenia i wybiegł z kuchni. Dokończyłam jeść śniadanie i poszłam do blondyna. Rozmawiał z kimś przez telefon, widać było, że jest zdenerwowany. Po dosłownie dwóch minutach komórka wylądowała na łóżku. Odwrócił się w moją stronę, a ja postanowiłam, że czas już na rozmowę. Musiałam z nim porozmawiać.

Nie wiedziałam, czy żałuje, w zasadzie nie wiedziałam nic. Próbowałam go przekonać, by spróbował. Przecież ten kto nie próbuje nigdy nic nie zyska. Dlaczego mówię to ja? To ja popełniłam samobójstwo, przed strachem. Potem on wyszedł, tak po prostu. Miałam ochotę rzucić się na ziemię i płakać. Płakać z bezsilności. Dlaczego to ja zawsze popełniam błędy, no i dlaczego nic nie może być tak jak dawniej.

Chciałam zadzwonić do mamy, nie do tej Barbary, do swojej, najprawdziwszej, najukochańszej, przede wszystkim mojej. Byłam bliska wyciągnięcia telefonu i wpisaniu numeru, jednak myśl, że ona mnie nie zna, potłukła moje serce w kawałki. Było mi ciężko, ba bardzo ciężko. Chciałam się poradzić najbliższej osoby, której teraz nie miałam i zapewne nie będę mieć. Wiem, że Florence stara się jak może, ale ona nie zastąpi mi mojej prawdziwej mamy. To niemożliwe, mimo, że traktuję ją jak kogoś z rodziny.

Siedziałam na zimnej podłodze, płacząc i bujając się w przód i w tył. Dziura w sercu co chwila wzrastała z zadanym bólem. Potrzebowałam kogoś obok, kogoś kto pocieszyłby mnie, kogoś kto, po prostu by był. Jak pierwszy na myśl przyszedł mi Derek, jednak wszystko to uleciało, kiedy przypomniałam sobie o rzeczywistości. On mnie nie zna, tak samo jak mama, Niall i reszta. Jestem dla nich obcą osobą. To tak boli…

Wstałam z posadzki i usadowiłam się na kanapie, zabierając koc, którym się okryłam. Włączyłam telewizją, wciąż nie przestając płakać. Dlaczego muszę być taka słaba? Dlaczego nie może być tak, że nie obchodzą mnie inni? Dlaczego nie mogę nie mieć uczuć? Dlaczego nie mogę być silna?

Z wielkim ciężarem wstałam z mebla. Bolały mnie chyba wszystkie kości, a szczególnie serce. Ono bolało najbardziej. Oczy szczypały, głowa pulsowała od bólu. Przepłakałam chyba cały dzień. Westchnęłam i poszłam do łazienki, gdzie połknęłam tabletkę przeciw bólową. Gdy znalazłam się w kuchni, wstawiłam wodę na herbatę. Do kubka wrzuciłam torebkę z herbatą i czekałam aż czajnik zagwiżdże. Kiedy to zrobił zalałam herbatę wodą i z parującym kubkiem udałam się do salonu. Włączyłam jakikolwiek program w telewizji. Popijałam herbatę starając się w jakiś sposób przestać myśleć o tym przeklętym blondynie, jednak nie umiałam. To było za trudne, a ja byłam zbyt skomplikowana.

Na ekranie pojawił się napis „Walcz o to co kochasz”, jedna z tych głupich reklam. Na początku tak pomyślałam jednak gdy zaczęło się pojawiać ich więcej wiedziałam, że to coś lub ktoś, chce żebym to zrobiła. Odstawiłam naczynie na stolik i pobiegłam na górę. Odświeżyłam się w łazience biegnąc do garderoby. Ubrałam białą bluzkę na ramiączka, którą włożyłam w spódniczkę w kwiaty, na nogach wylądowały baletki. Jak poparzona wybiegłam z mieszkania na szybko zamykając drzwi i zabierając telefon. Nie miałam zamiaru czekać na windę więc pobiegłam schodami. Gdy przebiegłam hol minęłam się z portierem, który chciał mi coś powiedzieć, ale ja chciałam się znaleźć tam jak najszybciej. Zatrzymałam jedną z taksówek, weszłam do środka podając kierowcy adres, nakazując, aby się pośpieszył.

Gdy zatrzymaliśmy się przed jego domem, rzuciłam banknoty na siedzenie i wybiegłam z auta. Ochroniarz zauważając, że to ja wpuścił mnie do środka. Bez pukania weszłam do domu rozglądając się po pomieszczeniu w celu zlokalizowania blondyna. Usłyszałam kilka głosów z kuchni więc podążyłam w tym kierunku. Myślałam, że o tej godzinie jaką była dziesiąta, reszta będzie spać, gdyż jak się dowiedziałam mają wolne. W kuchni znalazłam Niall’a, ale i Harry’ego, który przyciskany był do ściany przez wcześniej wymienionego chłopaka. Byłam zaskoczona, jednak potrząsnęłam głową i podeszłam do nich próbując ich jakoś rozdzielić.

-Stop! Niall, puść go!- mówiłam, a może krzyczałam, nie wiem.

-Puść mnie- warknął.

-Nie umiesz się przyznać do miłości, jesteś po prostu tchórzem.- w tym momencie pięść blondyna zderzyła się z policzkiem lokowatego.

Bałam się, okropnie się bałam. Nie wiedziałam, do czego Niall jest zdolny. Przecież to zawsze był spokojny chłopak, który nikomu, ani niczemu nie zagrażał, a w szczególności przyjaciołom. Po chwili w kuchni pojawiła się reszta, a ja załamana próbowałam coś powiedzieć jednak zrezygnowana wyszłam. Co ja chciałam tutaj zrobić? Tego nie wiem. Po co w ogóle tu przychodziłam. Przecież to jest i było bez sensu. Czego ja oczekiwałam..?

Chwyciłam za klamkę, jednak coś mnie powstrzymało. Obróciłam się w drugą stronę zauważając niebieskie tęczówki Niall’a. Przełknęłam ślinę, nie wiedząc co powiedzieć. Blondyn przybliżył się do mnie, nasze twarze dzieliły centymetry. Nie chciałam tego przeciągać. Nasze usta się zetknęły, a ja znów poczułam jak w moim brzuchu pojawia się stado motyli. Zarzuciłam swoje dłonie na jego szyje oplatając ją. On objął mnie w talii, nie odrywając się ode mnie.

Gdy odsunęliśmy się od siebie musnęłam jego usta jeszcze raz, a potem przytuliłam go. Zacisnęłam dłonie na jego koszulce, nie chcąc, aby ta chwila była przerwana. Otworzyłam oczy, a przede mną pojawiła się Florence. Uśmiechnęłam się na jej widok co odwzajemniła.

-No i tutaj moje zadanie się kończy. Cieszę się, że jesteś szczęśliwa, może w małym stopniu jest to i moja zasługa, jednak Niall kocha cie bardziej niż ja. Nadal będę nad tobą czuwać, i jeśli będziesz chciała, zamknij oczy, pomyśl o mnie, a wtedy się pojawię. Wszyscy życzą ci dobrze i wiedz, że to ty musisz dbać o swoje szczęście, masz go tyle na ile sobie zasłużysz- zaśmiała się machając mi i znikając.

Patrzyłam się w to miejsce jeszcze przez chwilę. Czyli to koniec? Nie będzie przy mnie Florence? Powiedziała, że będzie, ale to już nie to samo. Westchnęłam, odrywając się od blondyna. Popatrzyłam na niego w oczekiwaniu, nie chciałam zaczynać pierwsza (znowu)

-Nie umiem mówić o uczuciach, jest mi z tym strasznie trudno. Barbara, ja.. jak to najprościej powiedzieć, um.. kocham cie…? Nie jestem przygotowany, nie mam żadnej przemowy, ani kwiatów, nie ma tu muzyk, jak w filmach, po prostu jesteśmy my, powiem to co miałem powiedzieć już wcześniej. Posłuchaj, na początku nie mogłem przyzwyczaić się do twojej zmiany w zachowaniu, to nie byłaś ty. Ale wtedy miałaś w sobie coś takiego co od razu mnie do ciebie ciągnęło, coś co chciało abym był z tobą jak najbliżej. Nie wiedziałem co to za uczucie, przecież miłość przeżywa się tylko raz, prawda? Moją głowę ciągle zajmowałaś ty, nie mogłem się skupić nawet na najprostszej wykonywanej czynności, przeszkadzałaś mi, w normalnym życiu. A mówiąc ‘normalnym’ mam na myśli, bez problemów. I właśnie to ty jesteś problemem, którego nie chcę się pozbyć- ostatnie zdanie wręcz wyszeptał.

Swoją dłoń położył na moim policzku, lekko go gładząc. Z mojego oka popłynęła jedna łza, a kolejne próbowałam powstrzymać, przed ich wypłynięciem. Uśmiechnęłam się do niego, a on odwzajemnił gest, ścierając łzę, z mojego policzka.

-Nie płacz- wyszeptał składając pocałunek na moim nosie.

-To łzy szczęścia, wiesz?- zaśmiałam się przez płacz, który zbliżał się nieubłaganie- I mówiłeś, że nie jesteś przygotowany. Ja nie będę wygłaszać zbędnych przemówień, bo najzwyczajniej w świecie nie umiem tego zrobić. Jedna z naszych wspólnych cech. Więc powiem, tylko tyle, że cie kocham- uśmiechnęłam się, a po moim policzku spływały kolejne łzy- Spróbujemy? – zapytałam.

-Spróbujemy- uśmiechnął się i pocałował mnie.


Czy czułam się szczęśliwa? To mało powiedziane. Byłam najszczęśliwszą osobą na ziemi. Czego chcieć więcej?


..................................................
No i? Jezu, nie wierzę, że to koniec BLSTL. Czy to teraz, teraz można płakać? Boże, a ja wciąż pamiętam jak pisałam prolog i pierwszy rozdział. Słyszycie jak płacze? 

Ale chyba jesteście zadowoleni z takiego zakończenia, co? Bo mi się całkiem podoba, choć w ostatniej chwili miałam ochotę usunąć końcówkę i napisać, że to już koniec i nie wrócą do siebie, jednak moja dobroć i chęć uszczęśliwienia was, zwyciężyła.

Nawet nie wiecie jak cieszę się, że w odpowiednim momencie odwiesiłam bloga i zaczęłam pisać, bo gdyby nie to, zapewne na stronie głównej wciąż byłby szósty rozdział drugiego sezonu. I dziękuje wam za to, że mimo wszystko byliście ze mną i moimi humorkami :D

Jestem szczęśliwa, bo zaczęłam pisać tego bloga i miło jest przeczytać tą historię od początku, wspominając czasy, kiedy je pisałam.

Dziękuje, że znosiliście moje notki, wręcz wyłudzające komentarze. Chciałam po prostu przeczytać opinię dotyczącą danego rozdziału czy całokształtu strony. Piszę dla siebie, ale i dla was. Naprawdę miło jest czytać tyle komentarzy. Niżej podsumowanie : )

Wiecie, że pamiętam nawet jak bardzo podekscytowana byłam pierwszym komentarzem i nominacją do Liebster Award. Dla mnie to ogromne wyróżnienie, chodzi o nominację. Dziękuje tej osobie :)


Kto zauważył, że często zmieniałam szablon? Oh, to jedna z moich wad. Przeważnie po miesiącu zmieniałam wygląd bloga, bo spodobał mi się inny szablon. Jestem niezdecydowana. 

Przepraszam za wszystkie humorki, notki o zawieszeniach bloga, za wszystko co zrobiłam źle. Chciałabym, aby ten dzień był naprawdę miły, a nie taki smutny. Ale inaczej być nie może, bo przecież rozstaję się z pewną cząstką mnie. 

A teraz statystyki:
Ogólna liczba wyświetleń: 39 650 
Liczba komentarzy (nie wliczam zakładki "spam") : 418
Liczba obserwatorów: 28
Rozdział z największą ilością wyświetleń: Prolog, 829 :o
Zakładka z największą ilością wyświetleń: Rozdziały, 1709
Poza tym BLSTL wyświetlany był także w innych krajach:



Dziękuje serdecznie spisom, katalogom etc. Dzięki nim, większość osób
odwiedzała bloga :)

Teraz nominacje:

1.Co uważasz za swój największy sukces?
Chyba to, że udało mi się zrzucić 6 zbędnych kilogramów. 
No i założenie bloga :)
2.Do jakich fandomów należysz?
Było w poprzednich nominacjach :)
3.Twoja największa inspiracja (ktoś lub coś) dlaczego?
Inspiracje czerpię z muzyki, a także codziennego życia, bo zawsze
może przytrafić ci się coś ciekawego co można opisać w interesujący sposób.
4. Jaka jest twoja ulubiona książka?
"Wyszła z domu" i "Gwiazd naszych wina" Mam dwie :)
5.Kim chcesz zostać w przyszłości?
Na początku chciałam zostać weterynarzem, ale jak to zrobić gdy boi się
zwierząt? (nie czepiać się :) Ostatecznie zdecydowałam, że zostanę nauczycielką 
lub kimś podobnym, jak przedszkolanka czy opiekunka.
6.Jaki jest twój ulubiony kolor?
Niebieski
7.Masz rodzeństwo?
Młodszego brata :):
8.Jak rozpoczęła się twoja przygoda z pisaniem?
Poszukaj w innych nominacjach słońce ;*
9.Widziałaś kiedyś twojego idola?
W komputerze się liczy?
10. Twój ulubiony przedmiot szkolny?
Hmm, chyba geografia jest najmniej kłopotliwa.
11. Co pomaga ci pokonać smutek?
Ja go nie pokonuję, pogłębiam go tylko, i w ten sposób wyzbywam się
zbędnych emocji :)

Nikogo nie nominuję.


1.Masz jakieś zwierzę? Jakie?
Psa :)
2.Od kiedy Directioner?
A wiesz, że nie pamiętam? Skleroza nie boli :)
3.Co robisz w wolnym czasie?
Czytam książki, piszę, wchodzę na tumblr :)
4.Tolerujesz ludzi bi i homo?
A dlaczego nie? Człowiek się z tym urodził i musi z tym żyć, nie
jest to żadna choroba, jak uważają to inni. Ktoś po prostu taki jest i 
nie zmienimy go. 
5. To twój pierwszy blog?
Niee. Miałam ich 6 włącznie z tym, a dwa z nich usunęłam, czego
teraz bardzo żałuję bo nie mogę przeczytać tego co dawniej pisałam :(
6.Dlaczego zaczęłaś pisać bloga?
Szczerze to nie wiem. Na początku był zachwyt 1d i ogólnie słuchanie ich piosenek.
Potem zaczęło się czytanie ff, i w pewnym momencie pomyślałam, że dlaczego oni
mogą, a ja nie? I napisałam :)
7. Ile czasu zajmuje ci napisanie rozdziału?
Przy wielu pomysłach i dobrej muzyce, jestem w stanie napisać całkiem długi
rozdział w ok. 3-4 godziny.
8. Jakiej gwiazdy nie lubisz/nienawidzisz?
To nie tak, że nie lubię czy nienawidzę, po prostu nie przepadam za niektórymi typami muzyki i nie mam ochoty jej słuchać. I są to japońskie/chińskie (sama już nie wiem) wokalistki.
9.W zeszłym roku szkolnym miałaś pasek na świadectwie?
Nie, ale nie sądzę bym źle się uczyła. Jak na razie nie wpadła mi żadna 1, tylko 2 :):
10.Ulubiony film?
Jestem smutasem, a smutasy lubią smutne filmy :) Nie mam :/
11.Ulubiona książka? 
Napisane powyżej :)

Nikogo nie nominuję.


1.Co lubisz robić w wolnym czasie? 
Odpowiedź wyżej :)
2.Masz drugie imię? Jakie?
Nie mam.
3. Czy masz osobę, która jest dla ciebie pewnego rodzaju bohaterem?
Kilka osób, które z pewnością stały się częścią mojego życia. Ale nie wymienię, bo się wstydzę xd
4.Twój ideał chłopaka?
Tolerancyjny, nie pogardzę też przystojnym, wysokim, i resztę pozostawię dla siebie hah :)
5.Co to jest przyjaźń?
Szczerze? Nie miałam nigdy prawdziwej przyjaciółki. Jedne przychodziły i odchodziły, i tak w kółko. Czasami myślałam, że to przeze mnie i wciąż myślę, ale nie o tym było pytanie. 
Według mnie przyjaźń, to więź między kilkoma osobami, którym się ufa, lubi przebywać w ich towarzystwie. Ja najbardziej cenię szczerość, bo lepiej dowiedzieć się czegoś strasznego teraz niż wysłuchiwać kłamstwa, od osoby, którą uważa się za jedną z najważniejszych.
6.Ulubione danie?
Marta mówi: Spaghetti :)
7. Ulubiony smak soku?
Piję tylko wodę i herbatę :)
8.Życie bez kłamstwa byłoby gorsze czy lepsze?
Zdecydowanie lepsze.
9. Czy blogowanie sprawia ci przyjemność?
Jak nie, jak tak :)
10. Co daje ci pomysły na nowe rozdziały?
One same przychodzą :)
11.Jakie jest najlepsze miejsce na pierwszą randkę?
Dla mnie może być to nawet w piwnicy, byle by w odpowiednim towarzystwie hah :)

Nie nominuję nikogo.

I to chyba wszystko. Czyli teraz czas się żegnać? I teraz, bardzo, ale to bardzo proszę, aby każdy kto przeczytał epliog, skomentował. Chciałabym, zobaczyć ile nazbierało się was przez całe to opowiadanie. Zrobicie to dla mnie? :)
W związku z tym, że kończę tego bloga, a nie chcę rozstawać się z pisaniem, serdecznie zapraszam na You should feel this. Miło by było, gdybyście zajrzeli i ocenili :)
To, do zobaczenia? :')


11.04.2014

Sezon 2, rozdział 30







„Najgłębsza szuflada jest na dnie serca…”





-Chciałem… chciałem cie przeprosić- powiedziałem zażenowany. Nie lubiłem przepraszać, nie umiałem.

-Co to za nagła zmiana?- zapytała z kpiną.

-Po prostu coś sobie uświadomiłem.

-Szkoda, że tak późno.

-Wiem, ale liczy się to, że zrozumiałem, prawda?- zaśmiała się kręcąc głową. – Dobra nie chcesz mnie słuchać, to nie. Na razie.

-Niall zaczekaj- powiedziała wstając z mebla.

-Co?- odwróciłem się i poczułem jej ciepłe usta na swoich..

Objęła ramionami moją szyję, nie przestając całować. Czułem, czułem się… dobrze? Nie, niesamowicie. Czułem, że odlatuję, że coraz bardziej zaczyna mi się to podobać. Czułem, że wariuję. A nie powinienem, prawda? Barbara czując, że nie odwzajemniam pocałunku odsunęła się ode mnie. Popatrzyła na mnie smutnym wzrokiem, chcąc coś powiedzieć, jednak uniemożliwiłem jej to. Przyciągnąłem ją do siebie, zaczynając długi pocałunek. Zaskoczona, dopiero po chwili zaczęła odwzajemniać ten gest.

Dłonie położyłem na jej talii starając się mieć ją jak najbliżej siebie. Zdjęła swój sweter rzucając go gdzieś w kąt. Teraz nie obchodziło nas nic innego. Powoli wchodziliśmy po schodach nie zaprzestając pocałunków. Gdy weszliśmy do sypialni, oderwała się ode mnie rozpinając zamek od sukienki i zrzucając ją ze swojego ciała. Przyglądałem się jej delikatnym ruchom, jak ona mogła być spokojna, w takiej chwili? Nie mogłem tego zrozumieć. Ubranie zostało odrzucone w drugą część pokoju. Położyła się na łóżku, więc nie tracąc czasu zdjąłem z siebie koszulkę oraz rozpiąłem pasek od spodni. 

Podszedłem do niej kładąc dłonie obok jej głowy. Przyglądałem się jej oczom, które tylko błagały abym ją dotknął. Przybliżyłem swoją twarz do jej, delikatnie muskając jej policzek, kącik ust, aż w końcu dotarłem do ust, w które gwałtownie się wpiłem. Głaskała moje plecy, coraz zostawiając na nich czerwone ślady od paznokci. Otarłem się kroczem o jej, odpowiedzią było jej ciche westchnięcie. Oderwała się ode mnie, dłońmi sięgając do moich spodni, które po chwil wylądowały na podłodze. Zdjąłem z niej bieliznę, przez co na jej twarz wpełzł dorodny rumieniec.

Zachichotałem całując ją w usta, schodząc coraz niżej. Barbara zacisnęła palce na pościeli, starając się opanować westchnięcie i innego rodzaju dźwięki. Zrzuciłem z siebie bokserki, przysuwając swoje przyrodzenie do jej wejścia. Wszedłem w nią delikatnie, wciąż wpatrując się w jej oczy, ona również nie spuszczała ze mnie wzroku. Teraz było, było idealnie. Mówię to bardzo szczerze. Dawno nie czułem się tak.. właśnie tak. Nie umiem ubrać tego w słowa. Było to coś magicznego, czego nie zapomnę i zapewne będę żałować, jednak chce to zapamiętać. Doszliśmy prawie w tym samym czasie. Oddychałem głęboko, po chwili wychodząc z niej i układając się obok. Próbowałem unormować oddech. Barbara położyła głowę na mojej klatce piersiowej, a ja objąłem ją ramionami całując w czoło. Gdy już prawie odpłynąłem w krainę snu, usłyszałem jej głos..

-Kocham cie- szepnęła, pewnie mając nadzieję, że nie usłyszę. I już wtedy wiedziałem, że robię źle..


Oczami Barbary/Rose


Chciał już wychodzić, ale ja nie chciałam. Chciałam by został, choćby miał spać w innym pokoju, choćby nawet się do mnie nie odzywał, choćby nawet na mnie nie patrzył. Wstawał już z sofy, musiałam coś zrobić. Pocałowałam go i szczerze mówiąc nie żałuję tego. Smakował tak jak zawsze, czyli, tak jak Niall. Uwielbiam jego usta, ale… nie odwzajemniał pocałunku. Oderwałam się od niego, byłam tak zażenowana. Chciałam go przeprosić, jednak poprzedził tą czynność zasłaniając mi usta pocałunkiem. Nic, ani nikt nie jest w stanie opisać tego co czułam w tym momencie. Wiele emocji przepłynęło przez moje ciało, a w brzuchu pojawiły się motyle. Byłam teraz bardzo szczęśliwa.

Dotarliśmy do sypialni, zrobiliśmy to co mieliśmy zrobić już na imprezie u Janet. Dziwnie to brzmi, prawda?

Zmęczeni, opadliśmy na łóżko. Chciałam znów poczuć jego ciepło, więc wtuliłam się w jego tors. Objął mnie ramionami i wtedy nie myślałam zbytnio co robię. Z moich ust wydostały się te dwa magiczne słowa. Nie panowałam nad sobą. On nie odpowiedział nic, miałam nadzieję, że spał i nie usłyszał tego czego nie mógł usłyszeć.


Następny dzień


Oczami Niall’a


Otworzyłem powieki rozglądając się po pokoju, w którym aktualnie się znajdowałem, i w dodatku nie była to moja sypialnia. Czułem, że coś leży na moim torsie, nie myliłem się. Schyliłem głowę i ujrzałem brązowe włosy, które z pewnością należały do Barbary. W mojej głowie szalały wspomnienia z wczorajszego wieczoru. Najgorsze jest to, że nie żałuję tego. A powinienem, prawda? Powinienem przecież zdradziłem Rose, tak jakby. To wszystko jest jakieś dziwne. W towarzystwie Barbary czuje się swobodnie, czuję, że mogę z nią porozmawiać o wszystkim, ale to nienormalne. Przecież to Barbara, nie moja, jedyna i kochana Rose. Dlaczego nie czuję poczucia winy? Dlaczego nie czuję się winny?

Jak najciszej i najdelikatniej potrafiłem, wyswobodziłem się z uścisku Barbary. Odgarnąłem jej kosmyk włosów za ucho i wyszedłem z pokoju dziewczyny, uprzednio ubierając bokserki. Zszedłem po schodach, w poszukiwaniu kuchni. Gdy w końcu trafiłem do odpowiedniego pomieszczenia, zacząłem rozglądać się po nim w celu znalezienia produktów na zrobienie śniadania. Pootwierałem kilka szafek, aż w końcu znalazłem. Postanowiłem zrobić gofry z bitą śmietaną. Może i Barbara dba o swoją figurę, ale i tak zmuszę ją do zjedzenia tego. Zabrałem się więc za przygotowanie..

Położyłem gofry na talerzu. Nie wiem dlaczego, ale zacząłem przyozdabiać je bitą śmietaną i owocami, które znalazłem, czyli truskawkami i malinami. Muszę przyznać, że nie wyglądało to najgorzej. Wziąłem swoją porcję i usiadłem przy stole. W końcu ja też muszę coś zjeść, prawda?

Włożyłem talerz do zmywarki, a gdy odwróciłem się ujrzałem Barbarę opierającą się o framugę drzwi. Była ubrana w moją koszulkę, która sięgała jej do połowy ud, uśmiechała się. W tym momencie do mojej głowy wkradła się Rose, również uśmiechnięta. Potrząsnąłem głową. Wziąłem talerz i postawiłem go na stole odsuwając krzesło, by Barbara mogła usiąść. Podziękowała mi skinieniem głowy i zajęła się jedzeniem. Usiadłem naprzeciwko niej, opierając głowę na dłoni wpatrywałem się w dziewczynę z niewiadomego mi powodu. Po kilku minutach zorientowała się, że obserwuję ją i miała coś powiedzieć jednak usłyszeliśmy dzwonek telefonu, w dodatku mojego. Wstałem i szybkim krokiem pokonałem schody. Wyciągnąłem telefon z kieszeni spodni, nie patrząc kto dzwoni wcisnąłem odbierz przykładając słuchawkę do ucha.

-Halo.

-Oh, Niall jak dobrze, że odebrałeś. Gdzie jesteś? Martwimy się o ciebie, nie odbierasz telefonów, nie odpisujesz na smsy. Co się z tobą dzieje?- w jego głosie dostrzegłem, troskę? Zmartwienie.

-Wszystko dobrze Zayn. Jestem u.. um,- powiedzieć mu prawdę? Wypadałoby…- U Barbary.

-Gdzie?! Czy ciebie konkretnie pojebało? Pewnie się z nią przespałeś, nie? Rozum ci odjęło?!

-Możesz przestać? To moja sprawa co robię i z kim i gdzie. Nie powinno cie to obchodzić, do cholery. Myślałem, że zmienisz swoje zachowanie.

-Mówiłeś ostatnio, że to na Rose ci zależy, a teraz bzykasz się z Barbarą? To się źle skończy, mówię ci.

-Spierdalaj- warknąłem rozłączając się.

Rzuciłem telefon na łóżko. Przeczesałem palcami włosy i odwróciłem się w stronę drzwi, w których zauważyłem (znowu) Barbarę. Podeszła do mnie i usiadła na łóżku, biorąc moją twarz w swoje dłonie.

-Żałujesz? Żałujesz tego co wydarzyło się wczorajszego wieczoru? Proszę odpowiedz mi- szepnęła ze łzami w oczach.

-Ja.. nie, nie żałuję- była to prawda, najszczersza prawda, która ledwo przeszła mi przez gardło.

-Ja wiem, że ty wciąż ją kochasz. Ale chciałabym.. chciałabym ci pomóc, pomóc zapomnieć, Niall. Pozwól mi na to- wciąż szeptała, a ja ledwo mogłem zrozumieć co mówi.

-To nie ma sensu. Przepraszam, wiem, że sprawiam ci tym ból, ale ja nie będę umiał, to się nie uda.

-A może jednak? Może warto spróbować, zaryzykować. Pomyśl, może będzie to jedna z lepszych decyzji, które podjąłeś w swoim życiu. Niall, wiem, że to głupie, ale.. ja..cie kocham- wypowiedziała te dwa ostatnie słowa, z lekkim uśmiechem.

-Nie chcę żebyś cierpiała przeze mnie, nie chcę żebyś płakała, i wiem, że to będzie moja wina. Nie chce na to patrzeć, nie chcę ciebie niszczyć. Ja naprawdę czuję coś do ciebie, tylko nie wiem co. To dziwne uczucie, a ja nie jestem dobry w mówieniu o swoich uczuciach. – spuściłem głowę.

-Cierpienie jest nieuniknione, wiem coś o tym- pogłaskała mój policzek.

-Nie potrafię, po prostu nie będę umiał- przykryłem jej dłoń swoją, delikatnie ją masując.- Nie chcę być cierpiała, jestem dupkiem.

-Tak jesteś- potwierdziła moje słowa uśmiechając się.- Ale ja chcę spróbować.

-Przepraszam, to jest silniejsze ode mnie- powiedziałem wstając i zakładając spodnie.

-Gdzie idziesz?- spytała również podnosząc się z łóżka.

-Do domu- odparłem.

-Ale przecież, możesz zostać ile chcesz i..

-Przepraszam, mówiłem, że to się źle skończy- posłałem jej smutne spojrzenie i wyszedłem z pokoju idąc w stronę drzwi.

-Ale poczekaj, możemy jeszcze porozmawiać. To wszystko może się jeszcze ułożyć- mówiła, kładąc dłoń na moim ramieniu.

Zdjąłem jej rękę i wyszedłem z mieszkania głośno wzdychając. Dlaczego muszę być takim dupkiem, który rani wszystko i wszystkich dookoła. Zraniłem już Rose, teraz ona. Przecież nic jej nie obiecywałem, prawda? Uh, no i co z tego. To i tak moja wina, tylko i wyłącznie moja. Mogłem to zatrzymać, przerwać, nie dopuścić do tego co się wydarzyło. Może wtedy nie byłoby tej rozmowy. Może wtedy nie raniłbym jej tak mocno. Wiem, że ja też czuję coś do niej, ale to z pewnością nie miłość. 

Przecież to w Rose byłem i jestem zakochany, prawda? To z nią powinienem spędzać czas, to z nią powinienem być do końca swojego życia, z nią powinienem założyć rodzinę, to z nią powinienem być szczęśliwy. Nie z Barbarą, jednak czuję w niej coś znajomego, po prostu wiem to gdzieś w środku, gdzieś w środku ktoś albo coś daje mi znać, że łączy mnie z nią coś szczególnego. Jestem pewien, że nie jest to miłość. To nie może być miłość…

Wsiadłem do auta odpalając silnik, wyjeżdżając tym samym z parkingu. Chciałem jak najszybciej dotrzeć do domu, rzucić się na łóżko i ponarzekać, wypłakać się. Tak znowu chciałem użalać się nad sobą. Jednak co innego mogłem zrobić? No właśnie…

Zatrzasnąłem drzwi od samochodu i wszedłem do domu. W salonie zastałem Louis’a siedzącego na kanapie. Gapił się na telewizor, pewnie nawet mnie nie zauważył. Westchnąwszy usiadłem obok niego, a on dopiero wtedy popatrzył się na mnie.

-Już wróciłeś od dziewczyny?- zapytał śmiejąc się.

-To nie moja dziewczyna- odpowiedziałem, posyłając gromiące spojrzenie.

-Tak jasne, wmawiaj to sobie dalej.

-O co ci chodzi?

-Zakochujesz się w niej, nie widzisz jeszcze tego, ale wkrótce się o tym przekonasz.

-Ja? W niej? Wiesz, że..

-Tak, tak, wciąż kochasz Rose, ale pomyśl. Spędzasz więcej czasu z Barbarą, nawet zostajesz u niej na noc. I z pewnością nie śpicie w osobnych pokojach, i z pewnością robicie coś przed, to są tylko moje przypuszczenia. Niall, zastanów się.


......................
Bez bicia proszę :)

Obserwatorzy

Layout by Yassmine